Czy test ze szklanką wody naprawdę mówi prawdę o Twoich włosach?
Sam test ze szklanką wody nie rozstrzyga o porowatości włosów, bo na wynik wpływa grubość kosmyka, a nie tylko struktura łusek. Najpewniejszą ocenę daje połączenie obserwacji objawów z dwoma lub trzema testami wykonanymi na czystym, suchym włosie, jak podaje Centrum Paznokcia. Z tego samego źródła wynika, że porowatość włosów to stopień odchylenia łusek od kory, który decyduje o tym, jak włos chłonie wodę i składniki odżywcze.
Test ze szklanką wody to tylko jeden z kilku sposobów. Wrzucasz pojedynczy włos do letniej wody i patrzysz, czy pływa na powierzchni, czy zawisa w połowie, czy opada na dno, co odpowiada niskiej, średniej i wysokiej porowatości. Brzmi prosto, ale właśnie tu jest najwięcej pułapek.
Do testu porowatości włosów potrzebujesz czystego, suchego włosa. Olej, odżywka czy silikon na powierzchni nie pozwolą wodzie dostać się do środka, nawet przy wysokiej porowatości. Zimna woda zwiększa napięcie powierzchniowe, przez co otwarte łuski mogą nie nasiąknąć, dlatego lepiej użyć lekko ciepłej.
Nie wrzucaj kilku włosów naraz. Splątane włosy dają fałszywy wynik, bo jedno opada, a drugie pływa. Zamiast polegać na jednym teście wody, sprawdź też dotyk: przeciągnij palcami po włosie od końcówki do nasady. Gładkość wskazuje na niską porowatość, a chropowatość i haczenie na wysoką.
Trzeci sposób to spryskiwacz. Spryskaj niewielkie pasmo i obserwuj, czy krople długo się perlą na powierzchni, czy woda wsiąka od razu. Perlenie i opóźnione wchłanianie to niska porowatość, a szybkie wypicie wody to wysoka. Każdy z tych testów mówi to samo innym językiem.
Pamiętaj, że porowatość to nie to samo co grubość włosa, gęstość ani typ skrętu. Cienki włos może być niskoporowaty, a gruby wysokoporowaty, i odwrotnie. Wiele osób ma też włosy mieszane: niskoporowate przy nasadzie, bardziej porowate na długości i wysokoporowate na końcach.
Wynik testu ma sens tylko wtedy, gdy wiesz, co z nim zrobić. Włosy niskoporowate trudno zmoczyć, a po zmoczeniu schną bardzo długo. Włosy wysokoporowate chłoną wodę i substancje odżywcze jak gąbka, ale równie szybko je tracą, przez co bywają szorstkie i mają skłonność do puszenia się.
Zanim uznasz, że znasz swój typ, sprawdź, czy nie zmieniła go chemia. Rozjaśnianie, częste farbowanie, prostowanie, suszenie gorącym nawiewem i intensywne tarcie ręcznikiem podnoszą porowatość, co widać po szybszym namakaniu i puchu. Powtórz testy po kilku tygodniach, żeby zobaczyć, w którą stronę idą Twoje włosy.
Jak rozpoznać porowatość bez testu, patrząc na to, co włosy robią na co dzień?
Porowatość włosów najłatwiej rozpoznać po tym, jak zachowują się na co dzień, bez sięgania po szklankę wody. Jeśli włosy niskoporowate trudno zmoczyć, a po zmoczeniu schną bardzo długo, to pierwsza wskazówka, że łuski włosa przylegają ściśle do kory.
Efektem są gładka powierzchnia i naturalny połysk, bo światło odbija się od wyrównanej kutykuli. Ten sam układ oznacza jednak problem: woda i składniki odżywcze wchodzą do środka z oporem, więc gładkie włosy szybko wracają do stanu sprzed mycia.
Wysokoporowatość rozpoznasz po odwrotnym zestawie objawów. Włosy szybko chłoną wodę i równie szybko ją tracą, dlatego po wyschnięciu są szorstkie, matowe i puszą się przy byle wilgoci.
Mocno otwarte łuski przepuszczają wszystko w obie strony, więc kolor blaknie szybciej, a końcówki rozdwajają się od samego tarcia. Stopień odchylenia łusek od kory decyduje tu o każdym z tych zachowań.
Trzeci wariant to środek: włosy średnioporowate są elastyczne i łatwiej utrzymać w nich wilgoć. Wiele osób ma jednak mieszany rodzaj porowatości włosów: niskoporowaty przy nasadzie i bardziej otwarty na długości oraz na końcach, więc jeden test na jednym kosmyku nie opisze całości.
Porowatości nie da się też odczytać z grubości ani gęstości. Rozjaśnianie, częste farbowanie, prostowanie, suszenie gorącym nawiewem i tarcie ręcznikiem podnoszą porowatość, co widać po szybszym namakaniu i puchu.
Zanim sięgniesz po kosmetyki, sprawdź strukturę włosa na sucho: przeciągnij palcami po pojedynczym włosie od końca do nasady. Gładkość wskazuje na niską porowatość, a chropowatość i haczenie na wysoką.
Do tego dołóż spryskanie pasma wodą: krople utrzymujące się na powierzchni to niska porowatość, natychmiastowe wsiąkanie to wysoka. Dopiero dwa, trzy takie sprawdzenia na czystym, suchym włosie dają obraz, na którym można oprzeć pielęgnację.

Czym różni się pielęgnacja włosów niskoporowatych od wysokoporowatych?
Włosy niskoporowate poznasz po tym, że trudno je zmoczyć, a po zmoczeniu schną bardzo długo. Ich łuski, czyli kutykula, ściśle przylegają do kory włosa, dlatego powierzchnia jest gładka i dobrze odbija światło. Ta sama zwarta struktura sprawia jednak, że woda i składniki odżywcze wchodzą do środka z oporem. Nawilżasz je, ale efekt krótko się trzyma, jeśli kosmetyk jest za ciężki.
Włosy niskoporowate potrzebują lekkich emolientów i humektantów. Olej kokosowy albo gęste proteiny mogą je obciążyć i sprawić, że staną się matowe. Nadmiar ciężkich olejów i protein daje efekt obciążenia, więc zamiast dokładać warstwy, wybierasz lżejsze formuły.
Włosy wysokoporowate mają łuski mocno otwarte. Chłoną wodę i substancje odżywcze jak gąbka, ale równie szybko je tracą, dlatego bywają szorstkie i mają skłonność do puszenia się. Taki włos potrzebuje odbudowy i ochrony przed wilgocią.
Wysokoporowatość wymaga intensywnego nawilżenia, emolientów i zabiegów domykających strukturę. Agresywne procesy chemiczne odkładasz, dopóki włosy nie odzyskają kondycji. Kuracje proteinowe prowadzisz ostrożnie, bo przedawkowanie protein też szkodzi.
Włosy średnioporowate łączą cechy obu skrajności. Są bardziej elastyczne i łatwiej utrzymać w nich odpowiedni poziom nawilżenia. To grupa, w której pielęgnacja włosów wybacza więcej błędów, choć nie zwalnia z obserwacji.
Wiele osób ma włosy mieszane: niskoporowate przy nasadzie, bardziej porowate na długości i wysokoporowate na końcach. Dlatego przy nasadzie włosów sięgasz po lekkie kosmetyki, a końcówki dokarmiasz mocniej. Jeden produkt na całą głowę rzadko działa tak samo na każdym odcinku.
Porowatość to nie to samo co grubość włosa, gęstość ani typ skrętu. Nie wyciągasz więc wniosków z samego wyglądu, tylko z zachowania włosa.
Porowatość zmienia się pod wpływem rozjaśniania, częstego farbowania, prostowania, suszenia gorącym nawiewem lub intensywnego tarcia ręcznikiem. Zabiegi chemiczne i rozjaśnianie zwykle podnoszą porowatość, co widać po szybszym namakaniu i puchu. Jeśli kolor lub zabieg zmienił zachowanie włosa, zmieniasz też kosmetyki.
Dobór kosmetyków opiera się na trzech grupach składników: humektantach nawilżających, emolientach zmiękczających i proteinach budujących. W otwartej bazie Open Beauty Facts jest 186 odżywek do włosów z pełnym składem; 54 z nich, czyli 29%, mają w składzie glicerynę, a 42, czyli 23%, mają silikony. Pantenol znajdziesz w 24 z nich, co daje 13%.
Zanim kupisz kolejny produkt, sprawdź, jak zachowuje się czysty, suchy włos. Najpewniejszą ocenę porowatości daje połączenie obserwacji objawów i dwóch lub trzech testów wykonanych na czystym, suchym włosie. Do tego wróć po każdej zmianie koloru albo zabiegu.
| Grupa składników | Liczba produktów | Udział |
|---|---|---|
| gliceryna | 54 | 29% |
| silikony (np. dimethicone) | 42 | 23% |
| pantenol | 24 | 13% |
| olej mineralny (parafina) | 6 | 3,2% |
| alkohol denaturowany | 2 | 1,1% |
Dlaczego włosy farbowane i rozjaśniane zmieniają porowatość i co to zmienia w pielęgnacji?
Kutykula, czyli zewnętrzna warstwa włosa zbudowana z nakładających się łusek, decyduje o tym, jak gładko wygląda powierzchnia. Kiedy łuski leżą płasko, włos lepiej odbija światło i mniej się o siebie ociera. Wystarczy jednak rozjaśnianie albo częste farbowanie, żeby ten układ się rozluźnił.
Porowatość włosów to stopień odchylenia łusek od kory. Im bardziej są podniesione, tym szybciej woda wchodzi do środka i tym szybciej z niego ucieka. Zabiegi chemiczne podnoszą porowatość, co poznasz po tym, że włosy namakają w kilka sekund i zaraz zaczynają puchnąć.
To dlatego włosy niskoporowate przy nasadzie i mocno porowate na końcach to częsty widok po kilku koloryzacjach. Wysokoporowate końcówki chłoną proteiny i oleje jak gąbka, ale tak samo szybko je tracą. Włosy niskoporowate potrzebują natomiast lekkich emolientów i humektantów, bo gęste proteiny i ciężkie oleje je obciążą.
W praktyce jedna pielęgnacja nie obsłuży całej długości. Na odcinku przy skórze głowy sięgnij po coś lekkiego, na końcówki po maskę odbudowującą i zabieg domykający strukturę. Zanim zdecydujesz się na kolejne rozjaśnianie, odbuduj to, co już jest, bo chemia na osłabionym włosie pogłębi problem.
Czego szukać w składzie odżywki, gdy znasz już swoją porowatość?
Skoro wiesz już, jaka jest porowatość Twoich włosów, sięgnij po etykietę i przeczytaj skład. Działanie każdej odżywki opiera się na trzech grupach składników: humektantach, czyli substancjach wiążących wodę, emolientach, które zmiękczają i tworzą ochronną powłokę, oraz proteinach, które budują i wypełniają ubytki we włosie.
Przy niskiej porowatości łuski ściśle przylegają do kory, więc włos jest gładki i błyszczący, ale trudno go nawilżyć. Ciężkie oleje i gęste proteiny mogą go obciążyć i sprawić, że straci blask. Szukaj lekkich emolientów i humektantów, a proteiny zostaw na rzadsze okazje.
Wysoka porowatość wygląda odwrotnie: łuski są mocno otwarte, włos szybko chłonie wodę i składniki, ale równie szybko je traci. Taki włos chłonie proteiny i oleje jak gąbka, więc potrzebuje odbudowy i ochrony przed wilgocią. Wybieraj kosmetyki do włosów z proteinami i emolientami, które pomagają domykać strukturę.
Średnia porowatość to kompromis: włos jest elastyczny, łatwiej utrzymać w nim odpowiedni poziom nawilżenia i zwykle nie trzeba kombinować. Wystarczy odżywka z humektantem i emolientem w jednym, bez skrajności w żadną stronę.
Warto też pamiętać, że porowatość nie jest stała. Podnoszą ją rozjaśnianie, częste farbowanie, prostowanie, suszenie gorącym nawiewem i mocne tarcie ręcznikiem. Jeśli stylizacja włosów na co dzień opiera się na suszarce i prostownicy, Twój włos może być bardziej porowaty, niż podpowiada test zrobiony na sucho.
Przy odżywkach do włosów zwróć uwagę na kolejność składników. To, co stoi na początku listy, jest w produkcie najważniejsze. Gliceryna i pantenol wysoko w składzie oznaczają lekkie nawilżenie. Silikony na początku dają śliskość i ochronę, ale przy niskiej porowatości potrafią obciążyć.
Wiele osób ma porowatość mieszaną: przy nasadzie włos jest mniej porowaty, na długości bardziej, a końce są najbardziej otwarte. Wtedy nie da się kupić jednej odżywki na całe włosy. Nakładaj lżejszy kosmetyk przy skórze głowy, a cięższy, bogatszy w proteiny, tylko na końce.
Jeśli po kilku tygodniach włos nadal się puszy i szybko traci wilgoć, zapytaj fryzjera o zabieg domykający strukturę i pokaż mu etykiety kosmetyków, których używasz w domu. Zanim kupisz kolejną odżywkę, zrób jeden test i sprawdź, czy porowatość na pewno się nie zmieniła.
Jak dobrać olejowanie do porowatości, żeby nie obciążyć włosów?
Olejowanie włosów ma sens tylko wtedy, gdy trafisz z ciężarem produktu w strukturę łusek. Przy niskiej porowatości łuski przylegają ściśle do kory i niewiele wpuszczają do środka.
Gęsty olej zostaje wtedy na powierzchni. Włos wygląda na obciążony i matowy, choć teoretycznie dostał odżywienie. Sięgnij po lekki emolient albo humektant, który nawilża bez filmu.
Olej kokosowy i gęste proteiny odłóż na bok, jeśli po zabiegu włos traci blask. To nie znaczy, że są złe. Po prostu nie pasują do ciasno ułożonych łusek.
Włosy wysokoporowate zachowują się odwrotnie. Otwarte łuski chłoną olej jak gąbka, ale tak samo szybko go oddają, więc efekt znika do następnego mycia.
Tutaj olejowanie ma sens jako warstwa ochronna przed wilgocią z powietrza. Nakładaj je na wilgotne włosy i domykaj strukturę, zamiast liczyć na samo nawilżenie.
Zanim sięgniesz po butelkę, sprawdź, gdzie faktycznie masz otwarte łuski. Wiele osób ma porowatość mieszaną, niską przy nasadzie i wyższą na końcach.
Wtedy jeden olej na całą długość zwykle zawodzi. Nasada wychodzi tłusto, a końce dalej się puszą i łamią. Podziel włosy na strefy i dopasuj produkt do każdej osobno.
Pamiętaj, że porowatość nie jest stała. Rozjaśnianie, częste farbowanie, prostownica i tarcie ręcznikiem podnoszą ją z czasem, więc to, co działało rok temu, dziś może obciążać.
Zacznij od jednego pasma na końcach. Jeśli po wyschnięciu włos jest miękki i się nie skleja, masz odpowiedź. Jeśli wisi i traci objętość, zmień olej na lżejszy.
Pytania czytelników
Czy porowatość włosów to to samo co grubość włosa?
Nie. Porowatość opisuje stopień odchylenia łusek od kory, a grubość to zupełnie inna cecha. Dlatego nie oceniaj porowatości po tym, czy włos jest cienki, czy gruby.
Ile testów na porowatość trzeba zrobić, żeby wynik był wiarygodny?
Jeden test to za mało. Najpewniejszy wynik daje połączenie obserwacji codziennych objawów z dwoma lub trzema testami wykonanymi na czystym, suchym włosie. Jeśli wyniki się rozjeżdżają, sprawdź, czy włos nie był pokryty olejem, odżywką albo silikonem, bo to najczęstsza przyczyna błędnej oceny.
Co zrobić, gdy nasada, długość i końce mają inną porowatość?
To normalne. Wiele osób ma włosy mieszane: niskoporowate przy nasadzie, bardziej porowate na długości i wysokoporowate na końcach. Pielęgnację prowadź strefowo: lżejsze kosmetyki nakładaj bliżej skóry głowy, a na końce te z emolientami i proteinami. Nie traktuj wtedy całej głowy jednym produktem.
Ile odżywek w bazach produktów ma w składzie glicerynę albo silikony?
W bazie Open Beauty Facts jest 186 odżywek do włosów z pełnym składem. Glicerynę zawierają 54 z nich (29%), silikony, na przykład dimethicone, 42 (23%), a pantenol 24 (13%). Olej mineralny występuje w 6 produktach (3,2%), alkohol denaturowany w 2 (1,1%).